Reklama

Biegam dla zdrowej głowy – rozmowa z Katarzyną Krawczyk


Bieganie stało się dla niej lekarstwem na trudne chwile i sposobem na „zdrową głowę”. Katarzyna Krawczyk — nauczycielka logistyki z Zespołu Szkół nr 2 w Mrągowie — opowiada o swojej drodze od ekonomii, przez pedagogikę, aż po maratony, które przebiega z uśmiechem. W rozmowie mówi o pasji, edukacji, zdrowiu psychicznym i o tym, jak młodzież naprawdę wygląda z perspektywy nauczyciela.


Katarzyna Krawczyk była moim zwyczajnym/niezwyczajnym gościem w czasie „VII Spotkań z bohaterami miasta szytego na miarę”. Jest ona nauczycielką w w Zespole Szkół nr.2 w Mrągowie. Sama siebie definiuje, że jest przedstawicielem branży myślącej i logistycznej. Obserwuję moją bohaterkę od dawna na portalach społecznościowych i fascynuje mnie to, co robi poza pracą zawodową. Z konsekwencją rozwija swój pasję, a jest nią bieganie. Katarzyna po każdym biegu wstawia zdjęcie i ma na nim szeroko uśmiechniętą buzię, tak, jakby zmierzenie się z długą trasą było łatwe, lekkie i przyjemne. Poniżej przedstawiam transkrypcję naszej rozmowy.

Katarzyno jakie przedmioty wykładasz w szkole?

Reklama

- Tego się nie da tak krótko opowiedzieć. To jest długa historia… Skończyłam studia ekonomiczne i zostałam ekonomistką. Po urodzeniu dziecka, by nie tracić czasu z punktu ekonomicznego, zrobiłam sobie uprawnienia pedagogiczne. Myślałam wówczas, że może jak kiedyś będę miała więcej wolnego czasu pójdę sobie „dorobić” w szkole. Po moich praktykach od razu zaczęłam pracować jako nauczyciel.

Na początku zajmowałam się nauczaniem ekonomii, ale rynek pracy się bardzo zmienił. Pojawiła się nowa branża: logistyka – transport – spedycja. To był wielki szał na rynku. Nowy kierunek nauczania. Razem z moimi koleżankami postanowiłyśmy podnieść poprzeczkę i otworzyć logistykę. Tak też doszłyśmy do miejsca, gdzie otwarto nowy kierunek uczenia w zawodzie technik – logistyk. Dużo włożyłam w to mojego wysiłku nauki, czasu jeździłam do Warszawy by zdobyć uprawniania. W między czasie odnowiłam uprawnienia matematyczne, bo przypomniało mi się, że kiedyś lubiłam matematykę. W rzeczywistości, to jest moje trzecie wykształcenie. Kiedyś myślałam jeszcze o informatyce, ale ze względu na brak czasu podałam się.

Reklama

Tak to już jest z nauczycielami i pedagogami. Ciągle się uczą, podnoszą swoje kwalifikacje… Ja też niedawno ukończyłam kolejną „podyplomówkę” i przeliczyłam, że łącznie uczyłam się dwadzieścia cztery lata. Powiedziałam sobie, że to już koniec z moimi szkołami i za chwilę pojechałam na jakieś kolejne szkolenie do Warszawy…

- To jest problem naszej głowy (śmiech). Chciałam ci powiedzieć Agnieszko, że w naszym gronie jest to choroba nieuleczalna (śmiech)…

Żarty, żartami, ale wróćmy do tematu, z powodu którego cię zaprosiłam, do naszej rozmowy. Jakie były twoje początki ze sportem? Jak to się zaczęło?

Reklama

- Zaczęło się od trudnego czasu. Bywa tak, że życie kładzie nam kłody pod nogi i czasem trzeba znaleźć alternatywę, czyli dać ujście swoim negatywnym emocjom. Mnie życie wielokrotnie testowało. Do biegania wróciłam w 2018 roku i niestety musiałam to przerwać na chwilę, bo okazało się, że mam w sobie pewną chorobę, która wykluczyła mnie z tego biegania… Naprawiłam się i wróciłam ponownie.

Ostatnio w naszej szkole był „Dzień pasji” i zapytano mnie o powód mojego biegania. Odpowiedziałam, że: „Po pierwsze dlatego, że już dziewiętnasty rok pracuję w polskim systemie oświaty (śmiech), a drugą przyczyną jest walka z moimi dolegliwościami”.

Reklama

Coś tu ze sobą przyniosłaś, opowiesz nam o tym?

- Tak. To jest taka karteczka, z którą ostatnio często biegamy. Uczestniczę w akcji: „Biegam dla zdrowej głowy”. Robię to po to, żeby „nie zwariować”. Wiele osób biega dla zdrowej głowy. Staram się zarażać innych ta pasją. Pracując w polskiej szkole widzimy i wiemy, ilu ludzi młodych boryka się z tak poważnymi problemami, które można nazwać „problemem chorej głowy”.

To prawda. Depresja i stany lękowe dotyczą zarówno uczniów jak i nauczycieli oraz innych środowisk… Rzeczywiście dla ciebie bieganie jest taką zdrową odskocznią? Twoja głowa „oczyszcza się” gdy biegasz?

Reklama

- Tak. Bardzo się oczyszcza. Najbardziej lubię biegać w sytuacji, kiedy mam bardzo poważny problem, z którym nie mogę sobie po prostu poradzić. Myślę na d nim jeden dzień, drugi i trzeci… i nic nie przychodzi do głowy. Idę na trening, biegam i mam nadzieję, że może mi coś przyjdzie do głowy… Uwierzcie mi, że wychodzę na godzinę treningu i problem przestaje być problemem. Raptem okazuje się, że rozwiązanie było tak blisko na wyciągnięcie ręki… Trzeba było tylko przebiec dziesięć kilometrów (śmiech)…

Ja mam tak ze spacerami, choć nie chadzam dziesięć kilometrów. Muszę pewne sprawy rozchodzić… Powiedz mi, czy dobrze zrozumiałam, że biegasz w maratonach?

Reklama

– To jest dla mnie bardzo ciekawa przygoda. Większość moich bliskich i znajomych już wie, że miewam dziwne pomysły. W zeszłym roku, powiem państwu w tajemnicy, myślę, że mnie nie zdradzicie (śmiech) – skończyłam 42 lata!

Potwierdzam, że nikt się o tym nie dowie…

- W związku z tym, zrobiłam sobie najlepszy prezent, jaki mogłam sobie zrobić. Kupiłam pakiet na maraton, czyli na czterdzieści dwa kilometry! Po tym zakupie poszukałam osoby, która pomoże mi tę trasę przebiec i postanowiłam sobie, że złamię cztery godziny w tym maratonie. Uwierzcie mi państwo, że byłam tak przygotowana, że od początku do końca biegłam z uśmiechem na twarzy. Cieszyłam się każdym kilometrem, nie wierząc, że takie cuda się zdarzają. Zrobiłam czas: trzy godziny pięćdziesiąt osiem minut, więc udało mi się! Dobiegłam na metę dwie minuty przed czasem (brawa widowni).

Reklama

Gratulacje. Katarzyno przyniosłaś ze sobą jakiś medal, opowiesz nam o nim?

- Tak. W tym roku postanowiłam jeszcze raz przebiec maraton, ale tym razem postawiłam sobie wyższy cel. Przed biegiem wiedziałam, że drugi maraton jest trudniejszy niż pierwszy. W drugim maratonie, gdy się jest na siedemnastym kilometrze, to wie się jeszcze: ile do końca zostało.

Jaki był ten twój drugi raz?

- Znalazłam się na starcie maratonu i do dwudziestego piątego kilometra - biegłam jak marzenie. Potem pojawiły się schody, tak zwana ściana biegacza. Na dwudziestym siódmym kilometrze było już mniej kolorowo… Na trzydziestym drugim - myślałam, że umrę… Rozpłakałam się, powiedziałam, że to już koniec i nigdzie dalej nie biegnę… Trzydziesty czwarty kilometr - miałam wrażenie jakby trwał i jego końca nie było widać… Dla mnie on trwał i trwał, jakby bez końca i umarłam…

Reklama

Umarłaś?

- Tak jakby… W pewnym momencie usłyszałam od osoby, z którą biegłam, motywującą przemowę: „Kurde! Kaśka, jak nie zaczniesz biec, to my tego maratonu w cztery godziny nawet nie zrobimy!” Zapaliła mi się taka lamka. Pomyślałam sobie: „Krucze, w debiucie miałam: trzy pięćdziesiąt osiem, a teraz zrobię: cztery dwadzieścia”? Na kolejnym punkcie żywieniowym napiłam się „izo” - ile dała fabryka, napiłam się wody i postanowiłam biec. Nie wiem jak to zrobiłam, że stanęłam na nogi. Udało mi się mój czas debiutu poprawić o sześć minut (brawa widowni). Dlatego dzisiaj mam z sobą ten medal, bo tylko ja wiem ile mnie to kaszetowało.

Reklama

Brawo! Bo to bardzo boli potem ciałko, prawda?

- Bardzo. Boli cię całe ciało i dusza mnie bolała,.. Wiedziałam, że byłam w stanie jeszcze szybciej pobiec.

Ja mam podobnie ze spacerami. Chodzę spaceruję, potem docieram do domu bez siły, ale kładę się i odpoczywam. Jest to wysiłek, ale jakże potrzebny – dla zdrowej głowy. Bywa, że po drodze śpiewam, nawet głośno i się modlę, aż ludzie się za mną oglądają (śmiech)…

- Agnieszko, nie wiesz ile razy ja się modliłam w czasie, gdy drugi raz biegłam w tym maratonie…

Reklama

Jeszcze chciałam cię zapytać o coś innego… Jest tutaj obecny twój uczeń, więc nie wiem czy odpowiesz mi szczerze (śmiech)… Tyle się zawsze narzeka na młodzież, bo każde starsze pokolenie to robi. Mówi się, że to właśnie teraz ta młodzież, jest najgorsza, a ty co o nich myślisz, jak ich postrzegasz?

- W naszej młodzieży widzę ogromny potencjał oraz wolę walki. Zachowanie, jak to zachowanie - bywa różne. Żyjemy w i nich czasach. Dziewiętnaście lat temu, gdy zaczynałam pracę, były to inne problemy, dzisiaj są inne. Widzę, że nasza młodzież chce się rozwijać , ale trzeba im pomóc. Brak im czasem odwagi, wstydzą się i potrzebują zachęty oraz wsparcia. Żyjemy w trudnych czasach. Oni żyją w obawach, nie wiedzą co się jutro wydarzy w ich życiu. Nasza młodzież, w naszej szkole – jest fantastyczna! To jest młodzież, z którą możemy przysłowiowe konnie kraść! Trzba im pomóc i dać jakiś pomysł… Jest im trudno wyjść z inicjatywą, boją się, że będą „hejtowani”.

Tak Internet i to, co się tam dzieje jest jedna z przyczyn lęków i depresji… Dlatego ważne, że nauczyciele mogą zarażać uczniów swoją pasją tak, jak ty. Dziękuję ci za rozmowę. (ABP)

Całą rozmowę można zobaczyć i odsłuchać

- VII Spotkanie z bohaterami miasta szytego na miarę.

Zdjęcia: Sylwia Dębowska

Aplikacja info.mragowo.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/01/2026 21:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo info.mragowo.pl




Reklama