Śmierć znanego mrągowskiego nauczyciela języka polskiego, Piotra Gajdzisa, poruszyła wielu mieszkańców miasta. Jednak oprócz wspomnień po lubianym pedagogu pozostał jeszcze ktoś – jego wierny labrador Prot. Pies przez pewien czas szukał nowego domu, a w jego losy zaangażowało się wiele osób z Mrągowa i całej Polski. Dzięki wspólnej pomocy historia ta doczekała się szczęśliwego zakończenia.
Gdy odszedł znany emerytowany mrągowski nauczyciel, wielu mieszkańców Mrągowa i jego okolic odczuło nie tylko żal i poczucie braku po stracie lubianego człowieka. Pan Piotr Gajdzis w przeszłości uczył języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 1 i pozostawił po sobie ważne wspomnienia ale i wiernego przyjaciela i to jego losy zaniepokoiły i poruszyły w działaniu ludzi daleko po za naszym regionem. Przeprowadziłam rozmowę z panią Katarzyną, która wraz z mężem zapewniła labradorowi, o niespotykanym imieniu Prot, tymczasowy dom i współpracowała ze Stowarzyszeniem „Mazurski Kundel” w sprawie adopcji psa.
Wiem, że opiekując się Protem, po śmierci jego właściciela, mieliście mieszane uczucia. Zastanawialiście się nad tym, czy pies nie zostanie już na zawsze u was. Jednak nie było to do końca możliwe, dlaczego?
— Do adopcji psa należy podejść rozsądnie. Trzeba brać pod uwagę jego potrzeby i własne możliwości, warunki jakie możemy mu stworzyć. W tym przypadku emocje nie mogą wziąć górę nad realną sytuacją. Mamy mieszkanie o małym metrażu, Bruna - własnego boksera, kota i domowników. Gdy dwa psy ułożyły się w kuchni, nie można było przez nią przejść, dojść do szafek. Gotowanie logistycznie stawało się trudne. Opieka nad tak dużym psem wymaga obliczenia również przyszłych kosztów. Zalicza się do nich nie tylko zakup karmy, ale również leczenie oraz zapewnienie mu innych niezbędnych potrzeb. W czasie opieki nad Protem musieliśmy logistycznie też ogarnąć wyprowadzanie dwóch sporych psów. Pierwszy ich spacer tzw. „toaletowy” mógł odbyć się razem. Kolejne niestety musiały spędzać oddzielnie ze względu na odmienne potrzeby psów. Nasz Bruno jest psem z dużą energią. Potrzebuje pobiegać, poskakać, pobawić się z właścicielem. Jego spacer to szybki marsz. Prot potrzebował spokojnego wyjścia, węszenia, wolniejszego kroku. Wychodzenie z dwójką na raz było czystym szaleństwem. Bywało komicznie, gdy długie smycze się plątały… Ratowało nas to, że mój mąż brał psy na działkę. Tam mogły się swobodnie pobawić i wybiegać. Każdy we własnym rytmie i tempie. Dlatego na dłuższa metę, opieka nad nim z naszej strony nie była możliwa.
Do tego jak przebiega właściwy proces adopcji psów jeszcze wrócimy w naszej rozmowie, ale chciałabym, abyśmy zaczęły od początku. Wiem, że to ty byłaś sprawcą, że pan Gajdzis stał się sześć lat temu właściciele Prota.
— Po śmierci żony pan Piotr przeszedł na emeryturę i bardzo przeżywał żałobę. Było mu trudno się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Bardzo długo dochodził do siebie. W związku z tym, że był to czas po pandemii wzięliśmy z mężem szczeniaczka boksera na wychowanie. Gdy spotykaliśmy się z Piotrem, wspominał nam, że zawsze chciał mieć labradora. Wcześniej miał już wilczura, który chyba nazywał się „Magister”, ale nie jestem tego pewna. Znaleźliśmy mu odpowiednie ogłoszenie. Piotr się jeszcze trochę wahał, ale myśmy potraktowali to już jako jego zgodę. Wpłaciłam zaliczkę, umówiliśmy go z hodowcą i Piotr z kolegą pojechał i tego pieska przywieźli. To było sześć lat temu i od tego momentu rozwinęła się ta piękna przyjaźń człowieka z psem. Piotr bardzo go kochał, było widać pomiędzy nimi więź, dojrzałą relację. Ta dwójka fajnie się zgrała ze sobą. Pies od samego początku był taki zrównoważony i wpatrzony w Piotra.
Co się działo z Protem po odejściu Piotra?
— Trudno jest mi ocenić, czy ten pies przeszedł już żałobę. Bezpośrednio po śmierci swojego pana, Prot przenikliwie wył w mieszkaniu. Na początku przechodził z rąk do rąk, to wywoływało w nim spore emocje. Potem przyjechali bracia Piotra, pies miał też kontakt ze mną, czyli z osobami, które znał. Na pewno Prot był trochę zdezorientowany. Wcześniej, gdy Piotr chciał gdzieś wyjechać lub nie było go dłużej w domu, Prot był nauczony, że zostaje pod opieką znajomych na wsi. Ten pies był przyzwyczajony, że jego pan wróci, że to jest tymczasowe. Gdy przyszedł już do nas, zdarzało mu się czekać pod drzwiami na swego pana. Był bardzo osowiały i smutny.
Jak to się stało, że zapewniliście mu dom tymczasowy?
— Przygarnęliśmy Prota po nieudanej adopcji.
Nieudanej adopcji?
— Tak. Jak już mówiłam adopcję trzeba dobrze przemyśleć. Często kierujemy się dobrymi chęciami, sercem, ale warunki nie są sprzyjające dla pieska. W tym wypadku inne zwierzęta mieszkające już wcześniej w tym domu, nie zaakceptowały nowego przybysza. Ludzie chcieli, a pies i kot „nie wyrazili zgody”.
Jak twoje zwierzęta przyjęły Prota?
— Nasze psy znały się już wcześniej, więc nie było z tym problemu. Bruno się bardzo ucieszył, że ma kolegę i namolnie go zaczepiał, ale Prot postawił mu granice. A kot… Nasza królowa ma dobre podejście do wszystkiego co żyje. Na początku, gdy Prot do niej podchodził, syczała na niego. Dała mu komunikat w stylu: „Proszę bardzo, możesz tu być, tylko nie naruszaj mojej przestrzeni życiowej”. Przechodziła obok niego dostojnie, Prot się podnosił patrzył na nią i doszli do porozumienia. Szybko się dogadali.
No tak, królowa może być tylko jedna…
Wróćmy już do całego procesu i szeregu działań jakie podjęto w związku z poszukiwaniem nowego domu dla Prota. Mnóstwo ludzi zaangażowało się do przekazywania zamieszczanych informacji na portalach społecznościowych, dziennikarskich czy też oficjalnej stronie Stowarzyszenia „Mazurski Kundel”.
— Tak, odzew był bardzo duży. Nie tylko z Mrągowa, ale z terenu całej Polski. Sama otrzymywałam liczne telefony z zapytaniami. Świadomie podjęłam współpracę z panią Wiolettą Wilczyńską („Mazurski Kundel”), która zajęła się adopcją, bo chcieliśmy zapewnić Protowi jak najlepszą przyszłość.
Na czy polega taka psia adopcja?
— Fundacja pośredniczy w adopcji, poszukując właściciela i współpracując ze schroniskami lub tymczasowymi opiekunami psa. Działanie polega na szukaniu domu, który zapewni konkretne warunki psu, zabezpieczy jego potrzeby. Dla konkretnego psa szuka się konkretnego domu. Za każdym razem to jest podejście indywidualne.
Jakie to mogą być potrzeby?
— Psy się różnią charakterem, wiekiem, temperamentem, mają różne problemy behawioralne, więc należy brać takie informacje pod uwagę w zabezpieczeniu mu nowego domu. Gdy pies jest zgłaszany do adopcji pani Wioletta zadaje pytania, robi wywiad by te potrzeby móc określić, sprecyzować. „Mazurski Kundel” szuka takiego domu, który będzie optymalnie spełniał warunki, jakie są potrzebne dla konkretnego psa, żeby mógł on dalej szczęśliwie egzystować. To jest adopcja celowana, która na podstawie informacji o psie, znajduje mu dom.
Jak było w przypadku Prota?
— Też zebrano wywiad. Pani Wioletta dokonywała selekcji zgłoszeń, bo niektórzy kierowali się emocjami, dobrymi chęciami, a nie mieli realnych możliwości. Część osób chciało zająć się naszym labradorem, ze względu na pamięć o jego właścicielu. Ponieważ Piotr był wyjątkowym człowiekiem i wspaniałym nauczycielem. Bardzo często odzywali się jego uczniowie, którzy chcieli Prota przygarnąć, ale nie spełniali kryteriów. Prot nie był nauczony, żeby długo zostawać samemu na podwórku, potrzebował wyprowadzania na spacery. Więc gdy ktoś mówił o domu z ogrodem, była to dobra informacja, ale nie mogliśmy oddać Prota do kojca, czy też do budy. Wyszliśmy z założenia, że choć Prot nie był psem kanapowym, to jednak był przyzwyczajony do życia w mieszkaniu, blisko człowieka i to należało mu zapewnić. Jeździliśmy z Protem po domach, by ludzie mogli się zapoznać z psem, sprawdzić jaki pies ma temperament. Chadzaliśmy na spacery z osobami, które deklarowały chęć adoptowania go. Nie oddawaliśmy go tak od razu, chcieliśmy, aby przekazanie psa nie było pochopną decyzją.
Wiemy już, że Prot został zaadaptowany, gdzie trafił?
— Trafił do domu z ogrodem, ale nowi właściciele zdeklarowali, że będą z nim wychodzić na spacery. Rozumieją jego potrzebę wychodzenia i spokojnego węszenia, spacerowania, spędzania w ten sposób czasu ze swoim nowym panem. Prot potrzebuje różnych bodźców, musi się zmęczyć węsząc i tropiąc. Podwórko mu tego nie zapewni. Ten pies potrzebuje poznawać świat, a im więcej nowych zapachów, tym lepiej. Zresztą zanim nowi właściciele zabrali psa, byli już z nim na kilku zapoznawczych spotkaniach i wyjściach. Prot był po traumie, stracił pana, z którym dużo przebywał. Zależało nam na tym, by w nowym domu też był ktoś, by pies nie zostawał na osiem godzin sam i takie miejsce mu znaleźliśmy.
Jak labrador zareagował na nową rodzinę?
— Po naszych rozmowach telefonicznych rodzina od początku deklarowała chęć przyjęcia psa. Pojechaliśmy z Protem w pierwsze odwiedziny „na herbatkę”. Prot pobiegał najpierw po podwórku, potem zwiedzał i obwąchiwał mieszkanie. Przywitał się z dziećmi, węszył sobie bardzo spokojnie. Widać było, że się tam bardzo dobrze czuje. Nawet odchodził na dłuższe chwile ode mnie i zapominał o mnie, chociaż wcześniej bardzo się pilnował. On tam w pozytywnym sensie „przepadł od razu”. Potem było kilka spacerów przygotowujących psa na adopcję. Pies był przeszczęśliwy, gdy ich widział.
No i podpisaliście umowę adopcyjną…
— Tak, wzruszam się, gdy to wspominam. Prot przywitał ich entuzjastycznie, wyszedł z mieszkania i obejrzał się za mną dopiero wtedy, gdy się odezwałam… Łezka kręci się w oku… Na chwile jeszcze przybiegł do mnie i sobie poszedł. Wiem, że dobrze się u nich czuje. Jeszcze pierwszego dnia poszedł z nimi na spacer, a moim mieszkaniu zrobiło się jakoś pusto… Mam nadzieję, że będzie to udana adopcja.
Ja również, życzymy tego Protowi razem z mieszkańcami Mrągowa i rejonów, które poruszyła historia sześcioletniego labradora poszukującego nowego domu. Dziękuję za rozmowę. Agnieszka Beata Pacek
Zdjęcia pochodzą z archiwum pani Katarzyny, fotografia Pana Piotra Gajdzisa z młodym Protem została zamieszczona za zgodą jego bratanicy (ABP).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze