Reklama

Dzieci wojny

Jeszcze nie cichną echa po wyjątkowej gali z okazji 25 - lecia Stowarzyszenia Dzieci Wojny, która odbyła się w Mrągowskim Centrum Kultury. Wydarzenie przede wszystkim przygotowała Bożena Danowska, która skupiła wokół siebie wielu ludzi pomagających w realizacji tego przedsięwzięcia i projektu. Byłam w tym gronie. Od zaplecza obserwowałam całą imprezę i wysłuchałam pozytywnych opinii i wrażeń zaproszonych osób dorosłych. Nakłoniłam ucha do relacji „dzieci wojny” – to wrażenie kryje za sobą różnorakie skojarzenia i refleksje.

Gdy byłam dziewczynką wraz z rówieśnikami, najchętniej bawiliśmy się w „Czterech pancernych” i w wojnę. Wracając do swoich domów umorusani i czasem z porwanymi ubraniami – często słyszeliśmy od dorosłych to zdanie, wyrażane z politowaniem: „Wyglądasz jak dziecko wojny”. Wówczas oznaczało to po prostu, że twój wizerunek jest ubogi, niechlujny, tak, jakby nie miał się kto tobą zająć i byłeś puszczony samopas na ulicę… W tamtym okresie w ogóle nie kojarzyłam tego z wojną, jej okrucieństwem i warunkami, które nie sprzyjały bezpiecznemu rozwojowi dzieci. W czasie mojego dzieciństwa, w codziennej rzeczywistości, chyba chciano się od tego tematu odciąć grubą kreską i żyć dalej spokojnie, jak najlepiej… Bo dzieci wojny nie potrafiły o niej zapomnieć… Wspomnienia naszych dziadków i szkolne akademie, dawały nam poznać, że to nie była zabawa… Z biegiem lat zaczęłam bardziej przysłuchiwać się relacjom osób starszych i rozumieć okrucieństwo tego czasu. Dramaty wielu rodzin i ich dzieci coraz bardziej mnie poruszały.

Reklama

Pracując w Domach dla Dzieci zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy rodzice obecnie dbają o prawidłowy rozwój swoich pociech, choć mają do tego sprzyjające warunki. Żyjemy w czasie pokoju. Nie huczą nam w nocy alarmy bombowe, nie zagląda nam do garnka najeźdźca. W powojennych sierocińcach naprawdę mieszkały sieroty - dzieci, których rodzice zginęli na froncie, w łapankach, w obozach koncentracyjnych… Dzieci wojny nie miały żadnych godziwych warunków. Musiały uporać się z osobistym koszmarem, traumą i dalej żyć.

W czasie tegorocznej mrągowskiej gali Stowarzyszenia Dzieci Wojny, miałam przywilej wraz z wolontariuszami, służyć dobrym słowem i pomocą, tym dorosłym, którzy urodzili się w tym czasie. Ich dzieciństwo było naznaczone strachem, niepewnością, terrorem i realną groźbą śmierci lub utratą członków rodziny. Chylę czoła przed organizatorami, że zgromadzili na widowni różne pokolenia, które razem mogły usłyszeć autentyczne wspomnienia, relacje, jak również przysłuchać się treściom piosenek. Jeden z wolontariuszy, udzielając w mojej obecności wywiadu do radia, zrelacjonował rodzinne wspomnienia o dzieciach, którym matka kazała spać w butach, bo „nie wiadomo było, czy w nocy nie będzie trzeba uciekać…” Na pytanie: „Czy stanąłby do walki, gdyby wybuchła wojna?” – odpowiedział twierdząco. Taka odpowiedź niosła za sobą jakąś nadzieję…

Reklama

W dniu gali pewna kobieta, sama będąca już na emeryturze, przywiozła na to wydarzenie swoją matkę (członka stowarzyszenia). Dystyngowana, starsza pani - weszła na hol Mrągowskiego Centrum Kultury, oparta na ramieniu córki, która zwracała się do niej czule: „Mamusiu…” Było to wzruszające zjawisko. Zastanawiałam się nad tym: „Czego uczą nas dzieci wojny?” Na pewno tego, że: można podnieść się z popiołów i zgliszczy, pokonać własną traumę i ograniczenia oraz dalej żyć godnie. Wciąż możemy opowiadać o tym, co ich spotkało, jakim okrucieństwem jest wojna i, że za wszelką cenę trzeba jej unikać. Oby nam nie spowszedniał kraj w jakim żyjemy, nasz codzienny chleb – bo ktoś drogo za niego zapłacił.

Dzieci wojny jest coraz mniej, z racji wieku naturalnie odchodzą. Należy krzewić ich pamięć i celebrować ją, między innymi łącząc wszystkich w takim wydarzeniu jak gala 25 – lecia Stowarzyszenia Dzieci Wojny. To na nim wybrzmiała na nowo stara pieśń, nieznanego autora, zagrana i zaśpiewana przez duet „Burza i szept”:

Reklama

„Nie pamiętasz, bo nie możesz, byłeś wtedy małym chłopcem,
Gdy twój ojciec z karabinem szedł na bój…

Wśród wystrzałów, huków bomb, bronił on ojczyznę swą,
Byś mógł teraz wybudować, piękny dom, nowy dom

Patrzysz w niebo, widzisz błękit i lecący sznur łabędzi
I do szkoły znów spokojnie możesz iść…

Ale wtedy, ale wtedy zamiast białych łabędzi
Czarne skrzydła samolotów i huk bomb, wystrzały bomb…

My nie chcemy więcej wojny! Chcemy żyć życiem spokojnym
Jaki długi i szeroki jest nasz świat.

Chcemy miłość stworzyć wszędzie, wojna niech legendą będzie…
Szczęście, miłość niech okryje, wojny ślad, z dawnych lat.”

Ten nieco patetyczny tekst, kryje w sobie coś, czego wielu z nas tak naprawdę nie doświadczyło. Coraz mniej osób może się utożsamić się z ta pieśnią, ponieważ pokolenie dzieci wojny odchodzi... A jednak, warto się nad tym tematem zatrzymać i pochylić. Nie jestem pewna czy jest on dla nas, aż tak odległy… Agnieszka Beata Pacek

Reklama

Zdjęcia: Agnieszka Pacek

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo info.mragowo.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości