Po raz pierwszy, w historii naszego miasta, zapragnięto docenić w formie uroczystego wydarzenia – darczyńców Szlachetnej Paczki. Na pierwszej mrągowskiej gali nie zabrakło chwil wzruszenia. Nie szczędzono ciepłych, licznych podziękowań, zdań płynących z ust liderki Szlachetnej Paczki w Mrągowie oraz naszych włodarzy z terenu Miasta i Gminy. Wydarzenie powstało z zacnych pobudek. Zostało pięknie zorganizowane i przeprowadzone, jednak na myśl mi przyszły różne refleksje…
W trakcie gali towarzyszyły mi mieszane uczucia. Stało się tak ponieważ, na krótko przed tym wydarzeniem, rozmawiałam z moimi znajomymi, którzy od lat są anonimowymi i szczodrymi dawcami. Twierdzili oni, że nie jest to miejsce i wydarzenie dla nich. Postępowali w myśl zasady: „Niech nie wie lewica, co czyni prawica” i to jest piękne, że na tej gali zabrakło fizycznej obecności setek darczyńców. Przecież często bywa, że na paczkę składają się grupy osób dorosłych, dzieci i młodzieży, nieznanych z imienia i nazwiska lub nie chcących by je ujawniano. Mogą to być przedstawiciele różnych firm, znajomi, klasy szkolne i inni, którzy umówili się, że razem pomogą wybranej rodzinie. Ludzie, którzy na co dzień nie dysponują wielkim kwotami, a jednak „ziarnko do ziarnka - zbiera się miarka.” To świadczy o ich skromności i szczerości w dawaniu.
Niech ta moja myśl, w żaden sposób nie podważy zamiarów organizatorów i wyjątkowości tego wydarzenia. Bo godne pochwały jest to, że doceniono zaangażowanie wielu. To wzrusza i chwyta za serce - anonimowych, nieobecnych darczyńców - też… Wciąż wierzę w moc pomagania i pochylania się nad drugim człowiekiem. Nieobce mi są idee akcji: „W każdym z nas tkwi moc czynienia dobra”, „Zmieniamy świat na dobre”, „Lubię ludzi”. Cieszy mnie fakt, że „pomagacze” z terenu naszego miasta i gminy, stale stają w gotowości bez względu na to, czy będzie wymienione gdzieś ich imię i nazwisko. Znam wiele takich osób, które nie chcą „dorobić się” na bezinteresownej pomocy. Bywa jednak i odwrotnie… Istnieje taka możliwość, że ktoś na dawaniu zechce wypromować siebie lub firmę. Tego nie da się całkiem uniknąć.
Mrągowska gala uwidoczniła i doceniła szczególnie wolontariuszy i to było ważne, choć zabrakło ich w tytule wydarzenia. Może za rok należy słowo „wolontariusz” oficjalnie dodać do nazwy? Bycie ochotnikiem i bezinteresownym działaczem w tak ważnej sprawie, jest wielkim wysiłkiem, który nie tylko jest potrzebny w szczególną Noc Cudów. Dzięki liderce mrągowskiej Szlachetnej Paczki, zarówno w sali widowiskowej, jak również w „Orbicie”, stali się oni oficjalnymi bohaterami wydarzenia. Widać było, że Katarzyna Jaworska stworzyła rodzinę. Jak sama mi opowiadała, ta drużyna znakomicie się uzupełniała i stanęła na wysokości zadania, nie tylko w czasie zeszłorocznej akcji, ale również podczas gali i after party.
Zadbanie o to, by móc się spotkać, po wszystkim przy kawie i poczęstunku - było trafionym pomysłem. Właśnie tu toczyły się cenne, kuluarowe rozmowy. W takiej przestrzeni wzmacniane są więzi i relacje, dochodzą do głosu ci, co nie chcą pokazywać się w blasku fleszy. Wymieniane są poglądy, spostrzeżenia i kontakty. Katarzyna Jaworska zdradziła mi, że bardzo jej tego brakowało po zeszłorocznym finale Szlachetnej Paczki w Mrągowie. To był dobry czas i sama go doświadczyłam…
Tymi refleksjami zamkniętymi w formie felietonu, w żaden sposób nie chciałam podważyć sensu imprezy. Pragnę przypomnieć sobie i nam wszystkim, na czym polega pomaganie. Ważny jest człowiek w potrzebie i właściwie okazana mu pomoc, która w tym przypadku nie odbyłaby się bez bezinteresownych darczyńców jak również wolontariuszy. Agnieszka Beata Pacek.
Zdjęcia. A. Pacek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze