Do napisania tego tekstu skłonił mnie krótki ciąg zdarzeń, do których doszło na przestrzeni kilku dni. I powiem szczerze: to nie będzie felieton o hulajnogach. To będzie felieton o tym, że człowiek bardzo często zaczyna wierzyć w rozsądek dopiero wtedy, gdy zapłaci za jego brak.
Kiedy miałem kilkanaście lat też byłem nieśmiertelny. A przynajmniej tak mi się wydawało. I na pewno nie tylko mnie. Wystarczy przypomnieć sobie własną młodość. Skoki z dachu garażu, jazdę rowerem bez trzymanki, wspinanie się tam, gdzie nie należało włazić, albo pomysły, które dziś przyprawiłyby rodziców o zawał.
Młodość ma bowiem jedną niezwykłą cechę. Człowiek doskonale wie, że wypadki się zdarzają. Problem polega na tym, że zawsze zdarzają się komuś innemu.
Co jakiś czas w mediach społecznościowych pojawiają się zdjęcia albo nagrania młodych ludzi, którzy pędzą hulajnogami, rowerami czy motorowerami tak, jakby prawa fizyki były jedynie luźną sugestią. Pod wpisami natychmiast rozpętuje się wojna. Jedni piszą: „Zostawcie młodych w spokoju”. Drudzy: „Gdzie są rodzice?”, a jeszcze inni: „Za moich czasów też tak było”. I wszyscy mają trochę racji.
Bo rzeczywiście – „za naszych czasów” też tak było. Tyle że nasze rowery jechały 15 kilometrów na godzinę. Dzisiejsza hulajnoga elektryczna potrafi jechać dwa razy szybciej. A asfalt pozostaje równie twardy jak trzydzieści lat temu.
Najbardziej fascynuje mnie jednak coś innego. Ludzie bardzo często obrażają się na ostrzeżenia. Ojciec zwraca uwagę synowi, matka każe założyć kask, nauczyciel tłumaczy zasady bezpieczeństwa, policjant przypomina przepisy. I wszyscy słyszą to samo: „PRZESADZACIE”.
Do momentu. Bo życie jest bezlitosne i nie negocjuje. Nie daje punktów za pewność siebie. Nie interesuje go liczba obserwujących na TikToku. Życie mówi tylko: „sprawdzam” i czasami robi to bardzo brutalnie.
Najsmutniejsze jest to, że niemal każdy z nas ma w głowie takie zdanie: „Przecież nic się nie stanie”. Wypowiadają je kierowcy, wypowiadają je wędkarze wchodzący na cienki lód. Wypowiadają je też ludzie ignorujący ostrzeżenia przed burzą albo młodzi ludzie pędzący hulajnogą przez miasto bez kasku.
Do pierwszego zderzenia.
Bo wtedy nagle okazuje się, że rodzice nie marudzili. Policjanci nie czepiali się, a prawa fizyki jednak obowiązują wszystkich. Nawet tych nieśmiertelnych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze