Reklama

Zakaz tylko na papierze?


Policjanci często zatrzymują kierowców, którzy pomimo wyroków sądu nadal prowadzą pojazdy. Ta sytuacja rodzi pytania o sens i skuteczność sądowych zakazów. Gdzie leży problem i dlaczego egzekwowanie wyroków to klucz do bezpieczeństwa na drogach?


Co jakiś czas czytam podobny komunikat; policjanci zatrzymali kierowcę. Nie był pijany. Nie uciekał. Po prostu... nie powinien prowadzić samochodu. Miał sądowy zakaz. A czasami nawet dwa. Albo trzy. I wtedy człowiek zadaje sobie jedno pytanie: po co właściwie są te zakazy?

Przecież wyrok sądu nie jest sugestią. Nie jest uprzejmą prośbą. To decyzja państwa, która powinna być respektowana. Tymczasem co jakiś czas okazuje się, że dla niektórych jest jedynie kolejną kartką papieru schowaną do szuflady.

Reklama

Oczywiście, nie ma systemu, który w magiczny sposób poinformuje policjantów, że właśnie ktoś z zakazem przekręcił kluczyk w stacyjce. Funkcjonariusze dowiadują się o tym najczęściej dopiero podczas kontroli drogowej albo po spowodowaniu kolizji czy wypadku. Tylko że wtedy jest już trochę późno.

Najbardziej zastanawia mnie jednak coś innego. Taki człowiek zazwyczaj nie żyje na bezludnej wyspie. Ma rodzinę, sąsiadów, znajomych. Czasem współpracowników. Ktoś widzi, że codziennie wsiada za kierownicę. Ktoś wie, że nie powinien tego robić. I najczęściej... nic się z tym nie dzieje.

Reklama

Może dlatego, że nie chcemy się wtrącać albo "to nie moja sprawa"? A może po prostu liczymy, że nic się nie wydarzy? Do pierwszej tragedii. Bo gdy dochodzi do wypadku, nagle wszyscy są zaskoczeni. Padają pytania: "Jak to możliwe?", "Dlaczego nikt nic nie zrobił?". Tylko że odpowiedź bywa brutalnie prosta. Wcześniej też wiedzieliśmy. Tyle że łatwiej było odwrócić wzrok.

Nie twierdzę, że każde złamanie zakazu da się wychwycić. Nie twierdzę też, że państwo powinno śledzić każdego obywatela. Ale mam coraz większe wrażenie, że pomiędzy całkowitą bezradnością a pełną inwigilacją istnieje jeszcze sporo miejsca na rozwiązania, które mogłyby zwiększyć skuteczność takich zakazów.

Reklama

Bo dziś często wygląda to tak, jakby kara kończyła się w chwili ogłoszenia wyroku. Potem wszystko zależy od tego, czy kierowca sam uzna, że będzie go przestrzegał.

A przecież nie na tym polega prawo. Prawo ma chronić tych, którzy jadą z naprzeciwka. Rodzinę wracającą z wakacji. Motocyklistę. Rowerzystę. Dziecko przechodzące przez jezdnię. Może więc zamiast kolejny raz dziwić się, że ktoś złamał zakaz, warto zadać sobie inne pytanie: czy zakaz, którego nikt nie potrafi skutecznie wyegzekwować, nadal jest realną karą... czy już tylko zapisem na papierze?

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo info.mragowo.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości