41-letnia kobieta zadzwoniła do mrągowskiej policji, twierdząc, że została postrzelona w nogę i leży pod drzewem. Policjanci ruszyli na pomoc. Na miejscu okazało się, że żadnego postrzelenia nie było, a zgłoszenie miało być… żartem i sposobem na zrobienie na złość partnerowi. Kosztowało 500 zł.
Do nietypowej interwencji doszło w środę, 12 sierpnia, około godz. 8. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Mrągowie odebrał telefon od kobiety, która poinformowała, że nieznana osoba postrzeliła ją w nogę.
Sytuacja wyglądała poważnie. Zgłaszająca twierdziła, że leży pod drzewem i czeka na pomoc, ale nie podała swojej lokalizacji. Po chwili przestała również odpowiadać na pytania dyżurnego.
Policjanci zostali skierowani w miejsce ustalone za pomocą urządzenia lokalizacyjnego. Zastali tam 41-letnią kobietę oraz jej 46-letniego partnera.
Szybko wyszło na jaw, że historia o postrzeleniu została wymyślona. Kobieta nie miała żadnych obrażeń i nie znajdowała się w niebezpieczeństwie. Była pod wpływem alkoholu i przyznała policjantom, że zadzwoniła na numer alarmowy dla żartu oraz na złość swojemu partnerowi.
Żart okazał się kosztowny. Za bezpodstawne wezwanie służb 41-latka otrzymała mandat w wysokości 500 zł.
Policjanci przypominają, że fałszywe zgłoszenia angażują funkcjonariuszy i inne służby, które w tym samym czasie mogą być potrzebne tam, gdzie rzeczywiście zagrożone jest czyjeś zdrowie lub życie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze