Reklama

Kobranocka zawiesiła w Mrągowie poprzeczkę wysoko. Już odliczam czas do następnego 11 listopada

11/11/2024 20:09

Tegoroczny Festyn Niepodległości w Mrągowie przebiegał bez żadnych "wyskoków". Wszystko odbyło się planowo, spora frekwencja zarówno na mrągowskim marszu, jak i wokół Mrągowskiego Centrum Kultury. Za to zwieńczenie imprezy było iście mistrzowskie!

Chłodna aura nie przyciągnęła wielkich tłumów, a marsz odbył się bez specjalnych fajerwerków - zapewne tak, jak miał przebiegać według założeń organizatorów. Planowo, uroczyście i w biało-czerwonych barwach.

Przed godziną 15:00 przed Mrągowskim Centrum Kultury zaroiło się od ludzi. Wszyscy zmierzali na koncert Kobranocki - legendy polskiego rocka, zespołu, którego historia sięga mrocznych na swój sposób lat osiemdziesiątych. Zawsze lubiłem i szanowałem Kobrę i Szybkiego Kazika - dwóch „motorków” toruńskiego bandu. Wiedziałem też, że grupa nie spuszcza z tonu i gra cały czas na ustalonym, jak dla mnie wysokim poziomie, to też i nie mogłem sobie odpuścić. Tak jak w 2019 roku, kiedy toruniacy przybyli kruszyć cegły w kultowym lokalu przy Skłodowskiej 5a. I wtedy i teraz spodziewałem się świetnego koncertu. I teraz i wtedy nie zawiodłem się.

Reklama

Zaczęło się od „Listu z pola boju”, potem poleciało parę innych starszych hitów i kilka nowszych utworów, które na miano hitów dopiero pracują. Cały czas muzycy mieli świetny kontakt z publicznością, która choć usadowiona w fotelach odwzajemniała energię płynącą ze sceny. Na widowni zasiadło kilka pokoleń, od tych, którzy pamiętają pierwsze płyty Kobranocki, aż po tych młodszych - zapewne kojarzących zespół z pewnym utworem, jak to powiedział Kobra: niekoniecznie o Polsce... Zanim ten się pojawił solo odbębnił ostatni "nabytek" - perkusista Mikołaj Toczko. Za co zresztą nagrodzony został słusznymi brawami. Co chwilę sola na scenie odgrywał też gitarzysta Jacek, który do zespołu dołączył niedawno - raptem 20 lat temu.

Pod koniec mrągowskiego seta poleciały klasyki: „I nikomu nie wolno się z tego śmiać”, a potem też „Chcą się podetrzeć naszą skórką” i na zakończenie oficjalnej części „Hipisówka”. No i wreszcie w części bisów, tak już całkiem na koniec upragnione „Kocham cię jak Irlandię”. I koniec, górne światło, tłum do drzwi... Pozostał szum w uszach i to spełnienie, bo chociaż zabrakło kilku - przynajmniej moich - ulubionych utworów, to jednak był koncert-petarda! Zagrany z sercem, co zostało nagrodzone owacjami na stojąco. Za rok będzie ciężko przebić to, co wydarzyło się w Mrągowie w Święto Niepodległości'2024! W każdym razie ja już odliczam czas do 11 listopada 2025, bo wierzę, że organizatorzy się postarają i... przynajmniej spróbują.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/11/2024 21:52
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo info.mragowo.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości