Reklama

„Wojtek Mazolewski Solo” - melomani oraz audiofile…


Czy meloman i audiofil mogą spotkać się w jednym miejscu i mówić tym samym językiem? Okazją do takiego spotkania był kameralny odsłuch płyty „Wojtek Mazolewski Solo” w warszawskim salonie audio Nautilus. Wśród znakomitego sprzętu, w ciszy i skupieniu, muzyka kontrabasisty zabrzmiała niemal jak koncert na żywo. O tym niezwykłym doświadczeniu – na pograniczu koncertu, rozmowy o dźwięku i osobistej muzycznej podróży – opowiada Agnieszka Beata Pacek.


Jakiś czas temu uczestniczyłam w wyjątkowym, kameralnym wydarzeniu. Wraz z mężem otrzymałam zaproszenie na odsłuch najnowszej płyty „Wojtka Mazolewskiego Solo” do salonu audio Nautilius w Warszawie. Nie wiedziałam czego się spodziewać po takim wydarzeniu, ponieważ preferuję koncerty na żywo. Jestem raczej melomanem niż audiofilem.

Postanowiłam do tego wydarzenia powrócić i rozważyć tę ważną kwestię. Już na samym początku spotkania Robert Szklarz (gospodarz i właściciel salonu) podkreślił: „Nie zapominajmy, że tu chodzi o muzykę”. Tak, chodziło o nią, jednak jej odbiór i podejście do charakteru wydarzenia, było już kwestią indywidualną. Wiedziałam, że grono audiofilów czasami spotyka się na podobnych eventach. Interesuje ich jakość sprzętu, na którym jest odtwarzana muzyka. W ich przypadku chodzi o wysoką jakość dźwięków, ich brzmienia, separacja poszczególnych instrumentów i linii melodycznych. Melomanom również zależy na muzyce. Są oni fanami wykonawców, utworów, stale odkrywają, poznają różne gatunki muzyczne. Dźwięki pojmują jako środki wyrazu oraz pewien rodzaj sztuki. Czy w osobie muzyka Wojciecha Mazolewskiego można było oba nurty połączyć?

Reklama

Poniżej zamieszczam obszerne frgmenty wypowiedzi bohatera wydarzenia oraz dziennikarza muzycznego Hirka Wrony. Zastanawiałam się nad podejściem do tego tematu jednych i drugich. Muzyk najpierw ukłonił się w stronę audiofilów szczegółowo odsłaniając proces tworzenia niepowtarzalnej płyty.

Wojciech Mazolewski:

- Ważne jest to, że możemy słuchać muzyki w domu. Rzeczą, która po koncertach możecie zabrać ze sobą do domu jest płyta. Nie szczędzę środków na to żeby nagrywać płyty w jak najlepszej jakości, po to żebyście mogli się cieszyć zarówno ze swego sprzętu w domu, odsłuchując moją muzykę, jak i z treści płyty. Mam nadzieję, że za chwilę to doświadczenie stanie się dźwiękiem i będziecie mogli się w nie zanurzyć.

Reklama

Hirek Wrona (Hieronim Wrona):

- Kiedy pierwszy raz słuchałem płyt Wojtka zdumiewała mnie jego przestrzeń, to jak myślał on o muzyce. Zastanawiałem się gdzie jest jego sufit. Nie ma sufitu dla niego i ta płyta jest tego najlepszym dowodem. Zresztą opinie i recenzje, jakie ta płyta otrzymała w Stanach Zjednoczonych - w ojczyźnie jazzu, są niebywałe. To nie jest naprawdę takie proste zagrać całą płytę na instrumencie solo. (…) Wojtek absolutnie poszerzył moje horyzonty muzyczne w sposób niebywały. Zapraszam państwa do wysłuchania tej płyty, ale chciałbym prosić o dwie rzeczy. Po pierwsze, żebyśmy w skupieniu wysłuchali tych dźwięków. Mamy tutaj do dyspozycji absolutnie genialny sprzęt: wzmacniacze, końcówki mocy, gramofon, wszystko! Brakuje nam tylko muzyki i ciszy. Zobaczycie państwo, że to jest coś niebywałego chłonąć te dźwięki. Mógłbym w nieskończoność słuchać tej płyty. Wojtek – wielki szacunek za to, co robisz.

Reklama

Wojciech Mazolewski:

- Dziękuję. Do nagrania tej płyty szykowałem się jakieś trzy lata. Materiał, który miał być na niej zamieszczony zmieniał się przez ten czas chyba trzykrotnie. Zaczęło się to wszystko od moich nagrań w Nowym Yorku w Studio na Brooklynie, aczkolwiek z tego studia nagrań jest niewiele. Ostatecznie drugie nagrania powstały w Teatrze Starym w Lublinie, ale dziewięćdziesiąt procent zostało nagrane w moim domowym studio w Konstancinie. Działo się to w otoczeniu przyrody. Tworzyliśmy w bliskości ogrodu, pośród stuletnich drzew. Mieliśmy tam zapewnioną kompletną ciszę. Pożyczyliśmy mikrofony od producenta muzyki filmowej Wojciecha Urbańskiego, z którym znamy się od lat, współpracujemy i jesteśmy przyjaciółmi.

Reklama

Dla nas była ważna atmosfera. Nie mieliśmy poczucia, że się śpieszymy (…) To spowodowało, że ta płyta nabrała bardzo intymnego charakteru. Jestem zadowolony z tego, że została ona zrealizowana w takim największym wyciszeniu i w największym skupieniu, w intymności. Jestem ciekaw jak to tutaj dzisiaj zabrzmi na tym sprzęcie?

Nadal jeszcze cieszy mnie ta płyta, a to nie zawsze się zdarza po paru miesiącach, bo często, po tym czasie, ma się już głowę gdzie indziej… (…).

***

Dalej muzyk opowiadał o tym jak niezwykle wrażliwe mikrofony i wyciszenie otoczenia wpłynęło na to, co zostało nagrane. Ponieważ zostały zarejestrowane nie tylko poruszenia strun kontrabasu przez palce, ale również inne naturalne dźwięki, oddech, odgłosy ciała… Mazolewski pozostawił te elementy jako emocjonalne tło nagrania linii melodycznej, świadczące o tym, że kontrabasista był mocno, całym sobą zaangażowany w tworzenie muzyki. Artysta zdradził też, że nagrano kilka instrumentów towarzyszących przywiezionych przez niego z podróży z różnych stron świata, co stworzyło jeszcze bardziej bogatszy klimat. Nie odbiegało to od tematu płyty „Wojtek Mazolewski Solo”, ponieważ muzyk zagrał na nich osobiście. Artysta zdradził też, że czasem, mając do dyspozycji trzy kontrabasy, używał ich zamiennie, po to, aby nawet przy głównym instrumencie wydobyć pewne szczegóły i niuanse.

Reklama

Podążanie za muzycznymi smaczkami zadziwiło mnie. Ponieważ sytuacja odseparowania od codzienności, nastawienia na słuchanie samą mnie wciągnęła. Dwukrotnie zanurzyłam się w świat muzyczny nagrany na tej płycie. Za pierwszym razem gdy rozgrzewano sprzęt przed przybyciem kontrabasisty, a drugim razem był już oficjalny odsłuch. Sama nie wiem kim w tym momencie byłam? Melomanem czy też audiofilem?

Jednak, gdy rozwodzono się nad materiałami na jakich nagrano muzykę do płyty „Wojtek Mazolewski Solo” oraz nad sprzętem, na którym będzie ona odtwarzana – to nie była już moja bajka. Ten świat był rzeczywistością większości zgromadzonych tam słuchaczy. Uwiodła mnie historia miłości i pasji do tego, co się robi i wielość płaszczyzn, na których można przysłużyć się lepszemu odbiorowi dźwięków. Począwszy od konstruowania gramofonów, podzespołów, po stwarzanie odpowiednich miejsc, odizolowanych od szumu codziennego, miejskiego pędu.

Reklama

Słuchając tak obszernej wypowiedzi kontrabasisty na temat smaczków i niuansów skierowanych do audiofila, zadałam mu pytanie, na które odpowiedź musiała paść taka, jakiej się spodziewałam, choć w kontekście wydarzenia nie była aż tak oczywista.

A.B.P.: Czy wolisz grać na koncertach, na żywo czy też nagrywać płyty dla słuchaczy?

Wojciech Mazolewski

- Zdecydowanie wolę na żywo na koncertach. Lubię grać przed publicznością. Płyty są jak pocztówki z wakacji. Próbujesz pokazać to, co zwiedziłeś i zobaczyłeś. To jest tak, jakbym ja pisał do Was list o tym co przeżyłem, o jakimś fragmencie mego życia. Należy sobie zadać pytanie czy lepiej być na wakacjach czy otrzymać pocztówkę z wakacji? To nie jest to samo. W czasie koncertów jestem z publicznością, wspólnie czegoś doświadczamy. To są wakacje ze mną, a nie pocztówka.

Reklama

***

Uwazam podobnie. Wolę koncerty, te na żywo, z muzykami i publicznością, choć odsłuch płyty „Wojtek Mazolewski Solo” był na pograniczu koncertu i zaserwował mi muzyczne doznania podobne do odczuć, jakie się doświadcza podczas wydarzeń organizowanych w kameralnych salach. W czasie odsłuchu kilka razy spojrzałam na Hirka Wronę – konesera i znawcę różnorodnej muzyki. Siedział na pufie w kącie i po prostu był zwyczajnym człowiekiem, który słuchał. W tym momencie przestał być dziennikarzem muzycznym, recenzentem. Stał się odbiorcą dźwięków, które zabrały go w jego osobistą podróż. W tej wyjątkowej chwili, gdzieś tam w Warszawie, w salonie liczyła się tylko muzyka…

Reklama

Koncert, który tak naprawdę był odsłuchem płyty, zabrzmiał jak koncert na żywo i nie zabrakło tu niczego. Dla mnie, laika - było to zaskakujące doświadczenie. Czy uzyskałam odpowiedź na pytanie: Meloman czy audiofil? Tak, Hirek Wrona później, w kuluarach odpowiedział mi: „Wszyscy jesteśmy po trosze jednym i drugim”. Myślę, że dla miłośników muzyki - tych, którzy potrafią się przy niej zatrzymać na dłużej, jest to właściwa i trafna puenta. Agnieszka Beata Pacek

Foto: Agnieszka Pacek

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/04/2026 19:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo info.mragowo.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości