Wystarczył jeden filmik i apel, który „nie był już prośbą, a błaganiem”. Historia skrajnie zaniedbanego psa ze schroniska w Pudwągach poruszyła setki (a może tysiące?) osób i zakończyła się tym, na co wszyscy czekali – realną pomocą. To opowieść o Miśku, który dziś już nie jest Miśkiem tylko Adasiem, i o tym, jak ogromną moc mają empatia i zaangażowanie zwykłych ludzi.
Jeszcze pod koniec grudnia los Miśka II wisiał na włosku. Czteroletni pies, odebrany interwencyjnie z łańcucha, trafił do schroniska w Pudwągach w stanie skrajnego wyniszczenia. Ważył niewiele ponad 13 kilogramów, był wycieńczony, schorowany i mimo intensywnego leczenia – nie odzyskiwał sił.
30 grudnia dramatyczny apel opublikował Jacek Szwark, znany społecznik działający pod hasłem „JACA – Pomoże jak może”. Wprost napisał, że to już nie prośba, ale błaganie o pomoc dla psa, którego organizm nie radził sobie z chorobą. Mimo wykonanych licznych badań – morfologii, USG, gastroskopii i badań histopatologicznych – stan Miśka pozostawał bardzo poważny. Zdiagnozowano u niego zapalenie błony śluzowej żołądka i dwunastnicy.
Schronisko robiło wszystko, co mogło, jednak potrzebna była pomoc fundacji lub specjalistów od trudnych, przewlekłych przypadków. I wtedy wydarzyło się coś, co pracownicy schroniska nazwali „noworocznym cudem”.
3 stycznia do Pudwąg przyjechał aż z Wrocławia Norbert z Fundacji Most Nadziei. To właśnie ta fundacja podjęła się dalszej diagnostyki i leczenia psa. Misiek rozpoczął nowy etap życia – otrzymał nowe imię Adaś i przede wszystkim… szansę.
– Przed nim długa, trudna i kosztowna droga, ale pojawiła się nadzieja – przekazali pracownicy schroniska, dziękując wszystkim, którzy udostępniali apel i wierzyli, że pomoc nadejdzie.
Reklama
Fundacja Most Nadziei rozpoczęła zbiórkę na leczenie Adasia. Jak podkreślają jej przedstawiciele, pies wygląda jakby miał kilkanaście lat, choć ma zaledwie cztery. Zaniedbania, choroby i lata cierpienia odcisnęły na nim ogromne piętno. Przed nim pełna diagnostyka i długotrwałe leczenie.
Zbiórka została ustawiona na minimalną kwotę 10 tysięcy złotych, a każda wpłata to realne wsparcie w walce o jego zdrowie i życie. Historia Adasia pokazuje, że czasem jedno nagranie, jeden apel i kilka dobrych serc wystarczą, by... oszukać przeznaczenie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze opinie