Najbardziej lubię spotkania i rozmowy z ludźmi w czasie after – party. Kuluary różnych wydarzeń nieco rozluźniają i dodają odwagi ich uczestnikom. W takich okolicznościach można poznać ciekawych ludzi i tak było w tym przypadku. Pani Anita Sikorska zajęła pierwsze miejsce w swojej kategorii w konkursie na projekt logo Mrągowa zorganizowanym z okazji obchodów 80 -lecia nadania nazwy naszemu miastu. Oglądałyśmy wystawione prace i naturalnie zaczęłyśmy rozmawiać. Kobieta przedstawiła mi swoją córkę Hanię, która okazała się być dla mnie inspirującą dwunastolatką. Umówiłyśmy się, że się jeszcze spotkamy. To miał być wywiad z nastolatką, jednak przy tej okazji z panią Anitą poruszyłyśmy ważne „dorosłe tematy”. Porozmawiałyśmy o jej czasie załamania psychicznego i o tym jak sobie z tym poradziła i nadal radzi. Jej szczerość i odwaga sprawiła, że wspólnie zdecydowałyśmy, że opublikujemy też te fragmenty naszej rozmowy, bo tak niewiele mówi się o tym otwarcie...
W czasie oglądania pokonkursowej wystawy od razu zauważyłam pani pracę. Znacznie wyróżniała się na tle wszystkich. Wówczas powiedziała mi pani, że to jest pani osobisty styl. Co go charakteryzuje?
- Jestem nieprofesjonalną artystką. Sama uczę się malowania. Robię to bardzo intuicyjnie. Moją techniką jest: abstrakcja geometryczna połączona trochę z kubizmem. Takie były moje początki, że łączyłam ze sobą te techniki, ale z czasem zobaczyłam, że wolę abstrakcję geometryczną. Lubię proste kąty, to mi się podoba, w tym się odnajduję.
Wiem, że czasem jest pani proszona aby zrobić coś na zamówienie.
- Tak. Ostatnie moje zlecenie było dla mnie wyzwaniem. Cezary Nowakowski, pod którego skrzydłami rozwija się muzycznie moja córka Hania, poprosił mnie, abym namalowała cztery obrazy na swój jubileusz. Było to dla mnie stresujące, gdyż miała na to bardzo mało czasu. W pięć dni namalowałam trzy obrazy. No i… jestem z nich dumna, naprawdę.
Gratuluję. A co się później stało z tymi pracami?
- Pan Cezary wręczył je ludziom, z którymi współpracował.
Czy malowanie jest pani pracą?
- Nie, z zawodu jestem archiwistką. Malowanie jest moją pasją. Szczerze mówiąc dopiero w tym roku zaczęłam ją rozwijać na tyle ,by zacząć chcieć ją zmonetyzować.
Przed chwilą rozmawiałam z pani nastoletnią córką o mediach i Internecie, wiem, że postawiła pani jej pewne granice.
- Tak, bo trzeba zadbać o zdrowie psychiczne własnego dziecka. Jest duże napięcie przy córce, która ma tyle pasji i obowiązki szkolne. Nie możemy całkiem uciec od technologii, ale trzeba do tego jakoś rozsądnie podejść. Potrzebujemy dziecku zapewnić jak najmniej bodźców. Dlatego Hania korzysta z telefonu w określonych godzinach i czasie i nie ma najnowszego, popularnego modelu, nazwałabym go raczej oldskulowym (śmiech). Hania nie ma ograniczonego dostępu do technologii. W domu ma swojego laptopa. Ma swój stary telefon, który dostaje…
Myśli pani, że dziś rodzice boją się zabronić lub ograniczyć swoim dzieciom korzystania z telefonów i Internetu?
- Tak, spotkałam się z takimi rodzicami, ale uważam, że to jest ważne abyśmy dbali o swoje dziecko. Pamiętam, że Hania, gdy była jeszcze malutka miała swój tablet, czy telefon i gdy zobaczyłam, że korzystanie z tego nie jest dla niej korzystne zabrałam go jej. Hania wpadła wówczas w histerię, to już był sygnał dla mnie: „Ojoj – nie dobrze”. Dlatego trzeba uczyć dzieci korzystania w mądrości z tych udogodnień.
Podejrzewam, że wielu dorosłych, również bardzo by się zdenerwowało gdyby im zabrano na jakiś czas ich telefony, tablety i inne gadżety (śmiech).
- Oj, ja również podejrzewam, że tak…
Mówiła mi pani, że malowanie nie jest jej jedyną pasją, jest nią też śpiew.
- Moje początki ze śpiewem sięgają czasu, gdy moja córka Hania trafiła do studia wokalnego „Sukces”. Wtedy również zaczęła się moja droga związana ze śpiewaniem. W tamtym okresie pani Agata Dowhań wraz z Mariuszem Garnowskim prowadzili projekt muzyczny „Gospel”. Rekrutowano wówczas też starsze osoby, głównie mamy uczestników studia. Ten chór gospel to rodzinny projekt. Na pewno bardzo nam się udał. Było to piękne wydarzenie. W „Sukcesie” śpiewałam razem z Hanią dwa lata.
Co było dalej?
- Dostałam się do folkowego zespołu Laofrea. Było to dla mnie rozwijające doświadczenie, ale musiałam zawiesić swój udział w zespole, z przyczyn niezależnych od jego członków. Chciałabym podkreślić, że pomimo krótkiego okresu jaki przeżyliśmy razem w zespole, to ten czas dał mi bardzo wiele i świetnie razem się rozwijaliśmy. Kto wie, może jeszcze kiedyś zaśpiewamy razem? Bardzo bym tego chciała.
Wrócimy do tego, co było przyczyną opuszczenia zespołu. Jest pani na to gotowa, by nam o tym opowiedzieć?
- Tak… Miałam czas psychicznego załamania…To był duży kryzys i w tamtym czasie nie podołałam. Nie dałam sobie rady. To wpływało na każdą dziedzinę mojego życia. Było mi po prostu bardzo ciężko. Musiałam zrobić reset w moim życiu, a potem z trudem uczyłam się stawiania granic pewnym osobom, oddzielenia się od nich dla mojego dobra i moich córek. Starałam się też zrobić na tamtym etapie własny rozrachunek… Jakoś obiektywnie ocenić to kim jestem, co robię źle, a co dobrze… Przepraszam, ciężko jest mi o tym mówić…
Rozumiem, że są to bardzo trudne rzeczy dla pani…
- Tak, ale dziś myślę, że to dobrze, że to się wydarzyło. Wzięłam z tego ważną życiowa lekcję. Dzięki temu spojrzałam zupełnie inaczej na pewne sprawy i pewnych ludzi. Nabrałam dystansu. Zapisałam się też na terapię. Bardzo polecam wszystkim, którzy zmagają się z ciężkimi wieloletnimi problemami, aby nie bali się chodzić na terapię.
To prawda, dziś tak wiele osób jest załamanych, apatycznych, ma depresję, myśli samobójcze… Są różne rozwiązania, należy szukać odpowiedniej pomocy, ale czasem terapia jest jedynym wyjściem.
- To prawda, choć na początku warto jest też szukać różnych rozwiązań. Na przykład malarstwo mnie uspokaja i jest w pewnym sensie teraz moją terapią. Śpiewanie jest również dobra terapią. Śpiew mi bardzo pomaga, bo on uwalnia emocje. On jest częścią mojego życia od małego. Nie żałuję jednak, że musiałam to zwiesić, ponieważ na tamten czas musiałam wybrać siebie, zrobić reset.
Co jeszcze panią uspakaja?
- Zajmuję się zielarstwem. Zbieram ziółka. Jest to taka okazja do wyjścia z domu. Mam swoje ulubione miejsca. Wiem gdzie rosną moje zioła. Zbieram je, suszę, robię z nich maści lecznicze.
Przyroda w Mrągowie i jego okolicach jest terapeutyczna.
- O tak, Mrągowo pod tym względem jest wyjątkowe. Mamy jeziora, lasy, łąki…
A czy czegoś brakuje w naszym mieście?
- Ostatnio byłam w Olsztynie i widziałam tam piękną, potężną ścianę do wspinaczki i naszła mnie refleksja, że w Mrągowie też nam się przydała taka potężna ściana do wspinaczki.
Apelujemy do włodarzy naszego miasta. Mamy już orliki, „skate- parki”, prosimy o potężną ścianę do wspinaczki (śmiech).
Jak by pani spuentowała dzisiejszą rozmowę?
- Szanujmy siebie i akceptujmy. W trudnych codziennych wyborach, nie zapominajmy by siebie nie stracić. Za mało rozmawiamy o swoich emocjach i o tym jak sobie z nimi radzić. Dlatego oznaką szacunku dla samego siebie jest świadome zadbanie o własne zdrowie psychiczne i zdrowie swoich najbliższych.
Przyłączam się do tego apelu i dziękuję za rozmowę. Agnieszka Beata Pacek
Zdjęcia: A. Pacek oraz archiwum prywatne Anity Sikorskiej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze