Niedziela, wolne popołudnie, teoretycznie żadnych pilnych obowiązków. A jednak po kilku minutach pojawia się myśl: może należałoby coś zrobić? Posprzątać, odpisać na wiadomości, nadrobić zaległości. Tymczasem odpoczynek nie jest czasem zmarnowanym.
Przyzwyczailiśmy się do życia w ciągłym ruchu. Praca, dom, zakupy, telefony, wiadomości i kolejne rzeczy do załatwienia sprawiają, że nawet wolny czas potrafimy zamienić w następne zadanie. Spacer trzeba zrobić dla zdrowia, książkę przeczytać dla rozwoju, a weekend wykorzystać „produktywnie”.
A może czasami wystarczy po prostu odpocząć?
Nie musi to oznaczać całego dnia spędzonego na kanapie. Dla jednego najlepszym resetem będzie spacer, dla innego jazda na rowerze, praca w ogrodzie, książka albo muzyka. Ktoś wybierze spotkanie ze znajomymi, a ktoś inny będzie potrzebował godziny świętego spokoju.
Pomóc może nawet krótka zmiana otoczenia. Wyjście z domu bez konkretnego celu, kilkanaście minut na ławce, spacer z psem czy kawa wypita bez jednoczesnego przeglądania telefonu pozwalają na chwilę wyrwać się z codziennego rytmu.
Warto również robić przerwy podczas pracy. Kilka minut z dala od ekranu, przeciągnięcie się czy krótki spacer nie muszą oznaczać lenistwa. Czasami właśnie po takiej chwili łatwiej wrócić do tego, co wcześniej przestało nam wychodzić.
Problem pojawia się wtedy, gdy nawet odpoczynek zaczynamy planować jak kolejne zadanie. Medytacja o 18.00, dziesięć tysięcy kroków, pół godziny książki i obowiązkowo osiem godzin snu. Zamiast odpocząć, możemy stworzyć sobie następną listę rzeczy do wykonania.
Dlatego może najprostsza recepta na niedzielny reset brzmi: przez chwilę nie trzeba niczego osiągać.
Świat prawdopodobnie przez tę godzinę sobie poradzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze